Blog

Odporność w obliczu próby

Po dotkliwej porażce możemy doświadczyć spadku jakości życia, lęku, depresji czy nawet zespołu stresu pourazowego. Ale możemy też zobaczyć nowe możliwości do własnego rozwoju. Jak się uodpornić na konsekwencje złych decyzji i wyborów życiowych, by te nowe możliwości wykorzystać?

„Nie ma żad­nej możli­wości, by spraw­dzić, która de­cyz­ja jest lep­sza, bo nie is­tnieje możli­wość porówna­nia. Człowiek przeżywa wszys­tko po raz pier­wszy i bez przy­goto­wania. To tak, jak­by ak­tor grał przed­sta­wienie bez żad­nej próby. Cóż może być war­te życie, jeśli pier­wsza próba już jest życiem os­ta­tecznym? Dla­tego życie zaw­sze przy­pomi­na szkic. Ale na­wet szkic nie jest właści­wym ok­reśle­niem, bo szkic to zaw­sze za­rys cze­goś, przy­goto­wanie do ob­ra­zu, gdy tym­cza­sem szkic, ja­kim jest nasze życie, to szkic bez ob­ra­zu, szkic do cze­goś, cze­go nie będzie”.

Te słowa Milana Kundery mogą brzmieć jak usprawiedliwienie dla tych decyzji w naszym życiu, które nie były trafne – wszak próby generalnej nie było i być nie mogło. Niezależnie jednak od tego czy i jak poradzimy sobie z uzasadnieniem motywów naszych działań, musimy żyć z ich konsekwencjami, które bywają bardzo trudne.

Gdy kłopoty kłują w oczy

Korzystny kredyt we frankach, który okazał się po paru latach zrujnować domowy budżet. Poślubienie osoby, która miała się zmienić. Przekładanie badań profilaktycznych, kiedy zaniechanie doprowadziło do rozwoju choroby… Stojąc w obliczu trudności, czasem dramatów, do których doprowadziły nasze własne decyzje, możemy czuć złość, frustrację, wstyd, żal, nawet bezradność i odrętwienie. Tymczasem w samym środku kryzysu życie stawia przed nami szereg nowych wyzwań, które mogą nas pogrążyć, albo…stać się bezcenną okazją do rozwoju i wzrostu. Kiedy nasz świat rozpada się na kawałki stajemy w obliczu próby. Być może do głosu dojdą nie tylko bieżące kłopoty ale także wszystkie nierozwiązane dotąd problemy, które zaczną nas kłuć w oczy. Zwykle w takich sytuacjach tracimy poczucie bezpieczeństwa i szukamy czegoś, czego można by się uchwycić, na czym można by się oprzeć. Stajemy się szczególnie wrażliwi, a stojąc na krawędzi doświadczamy wszystkiego mocno i prawdziwie. Sytuacja wyjątkowego uwrażliwienia to także moment, w którym otwiera się wiele nowych możliwości rozwoju. Psycholożka buddyjska, Pema Cziedryn, mówi o tym tak: „Możemy zamknąć się na te możliwości – albo odważyć się je wykorzystać, dotykając pulsującego nerwu rzeczywistości. Brak oparcia rodzi bowiem wrażliwość – możliwość bezpośredniego odczuwania tętna życia”.

Nauka wchodzenia po schodach

Proces wzrastania w siłę po upadku może doprowadzić do głębokiej i nieodwracalnej przemiany, która wyniesie nasze życie na nowy, nieporównywalnie leszy poziom. Od czego zależy to, czy po dotkliwej porażce doświadczymy spadku jakości życia, lęku, depresji czy nawet zespołu stresu pourazowego, czy też powstaniemy jak Feniks z popiołów, doświadczając wzrostu i rozkwitu? Odpowiedzią jest siła rezyliencji.

Na rezyliencję składają się nasze wewnętrzne zasoby – siły umysłu i charakteru, które odpowiadają za to, jak radzimy sobie z przeciwnościami losu, skutkami błędnych decyzji i optymalizacją naszego funkcjonowania w różnych rolach i obszarach życia. Odpowiada za to, jak szybko podnosimy się po porażce, czy zachowujemy spokój pomimo presji i jak prosperujemy w trudnych sytuacjach, jak radzimy sobie z bolesnymi emocjami i jak budujemy nasze poczucie własnej wartości i wewnętrzną siłę.

Wyobraź sobie, albo pomyśl o kimś, kto dobrze reaguje na przeciwności losu, szybko przystosowuje się do zmiennych okoliczności, sprawnie wykorzystuje swoje mocne strony zarówno umysłowe, duchowe, emocjonalne, finansowe, jak i społeczne, czyli aktywnie korzysta ze wsparcia społecznego i buduje silne relacje i więzi. Jest optymistycznie nastawiony do życia, ciekawy świata i zaangażowany. Ma poczucie celu i sensu, akceptuje to, na co nie ma wpływu i aktywnie podchodzi do rozwiązywania problemów. Promieniuje z niego siła, pogoda ducha i spokój. Ma zdrowe nawyki i dba o siebie.

Skąd bierze się taka siła? Rezyliencja jest naszym standardowym wyposażeniem już w życiu płodowym. Bezcenne przymioty umysłu i charakteru są jak ziarna, które potem rozwijają się wraz z naszym rozwojem. Każdy z nas posiada zdolność budowania swojej siły psychicznej i poszerzania jej zakresu. Glenn Shiraldi autorka książki „Siła rezyliencji” porównuje ten proces do wchodzenia po schodach: „Ty jesteś już być może na czwartym stopniu, ja dopiero na pierwszym, ale oboje możemy posuwać się w górę, mając nadzieję, że poziom naszej rezyliencji w końcu będzie wyższy niż rosnący poziom stresu. Swoją zdolność rezyliencji możemy pogłębiać poprzez wykonywanie odpowiednich ćwiczeń. Wraz ze wzrostem poziomu rezyliencji zwykle poprawia się też nasz stan zdrowia i poziom funkcjonowania w świecie.”

Uniki nas osłabiają

Rezyliencja to koncepcja elastyczna i nie działa na zasadzie „wszystko albo nic”. Funkcjonuje na kontinnum, które daje  możliwość ciągłego rozwoju. Każdy z nas do pewnego stopnia jest odporny, ale nikt nie jest silny zawsze i we wszystkich okolicznościach. Rezyliencja nie oznacza też, że nigdy nie upadamy ani się nie poddajemy. Wprost przeciwnie – może okazać się, że dzięki naszym porażkom zaczynamy sięgać po zasoby, o których nie wiedzieliśmy, że je posiadamy. Uodpornianie się na konsekwencje nietrafionych decyzji, to nic innego, jak przekuwanie słabości w siłę. Niezależnie od tego, czy mamy już za sobą doświadczenie kryzysu, czy też chcemy się zabezpieczyć przed nim na przyszłość – każdy moment jest dobry, aby rozpocząć pracę nad zwiększaniem siły i odporności psychicznej.

Biorąc na warsztat obszar radzenia sobie z bolesnymi emocjami, jakie wiążą się z przykrymi konsekwencjami naszych decyzji, Shiraldi proponuje przyjrzeć się własnym sposobom i nawykowym reakcjom na kryzysowe sytuacje. To bardzo ważne jakiego rodzaju strategie stosujemy i czy nie są to nawyki unikowe, które nas osłabiają. Poniżej przykłady kilku najczęściej stosowanych uników:

  • Nie myślę o trudnych sprawach, emocjach, sytuacjach i wspomnieniach, więc niewiele robię, żeby je zmieniać.
  • Nie przyjmuję do wiadomości, że coś jest nie w porządku, lub pomniejszam znaczenie bólu. („To mnie właściwie nie obchodzi. Kiedyś mnie to bolało, ale teraz już nie”).
  • Odsuwam się od ludzi, miejsc i sytuacji, które są dla mnie bolesne.
  • Swoje uczucia zachowuję dla siebie i nie mówię innym, co dzieje się ze mną w środku.
  • Chciałbym wymazać bolesne wspomnienia.
  • Zbytnia pewność siebie lub nadmierne osiągnięcia (próba kompensowania)
  • Nałogowy hazard, zakupy, seks lub inne uzależnienia.

Sprawdź czy dostrzegasz jakieś wzorce u siebie. Czy unikanie ci służy, czy przeszkadza? Unikanie i oporowanie zabiera mnóstwo energii i jest wyczerpujące. „Wszystko, czemu stawiamy opór, trwa”, ale też „wszystko, co przeżywamy, można uleczyć” i na szczęście mamy na to dobre sposoby.

Skutki naszych decyzji to najlepsi nauczyciele

Szczególnie jeśli są negatywne. Pod warunkiem jednak, że zachowujemy otwartość umysłu i serca wobec rzeczywistości. Dobrym narzędziem do utrzymywania tej otwartości jest uważność. Kiedy jesteśmy w stanie uważności, przyglądamy się własnym przeżyciom nieoceniająco, z troską i ciekawością. Zgoda na poczucie niepewności, zranione serce, urażoną dumę i ściśnięty z bólu żołądek przynosi ulgę i wolność.

Radząc sobie z trudnymi doświadczeniami możemy stosować 6 postaw uważności :

  • Opanowanie połączone z ciekawością i brakiem osądzania:  obserwuj swój ból i nie oceniaj go jako coś złego czy dobrego. Przyglądaj mu się tak samo, jakbyś przyglądał się jakiejś przyjemnej emocji. Zmiana reakcji na ból zmniejsza jego intensywność.
  • Współczucie: pochylanie się nad cierpieniem innych i chęć złagodzenia ich bólu, ale także przyjmowanie takiej samej postawy w stosunku do siebie i swojego cierpienia.

Przyjrzyj się swoim bolesnym emocjom z życzliwością, łagodnością i przyjaźnią.

  • Akceptacja: uznaj rzeczywistość taką, jaka ona jest w danym momencie, nie próbując jej naprawiać ani zmieniać, ani z nią walczyć. Powiedz sobie „wszystko, co czuję jest ok, to jest w porządku”, bo im większy stawiasz opór, tym większy ból i tym trudniej o zmianę.
  • Ogrom: umysł jest jak ocean – obszerny i na tyle pojemny, by pomieścić całe twoje cierpienie. Niezależnie od tego, jak niespokojny jest na powierzchni, w głębinach zawsze panuje niezmącony spokój. Ty też możesz objąć swoje cierpienie bez strachu i napięcia, wiedząc że jak fale – ono przychodzi i odchodzi.
  • Dobry humor: Nasze cierpienie często wynika z tego, że jesteśmy zbyt poważni. Humor sprawia, że łapiemy większy dystans do własnych problemów.
  • Umysł nowicjusza: nowicjusz jak dziecko, chłonie nowe informacje, a jego umysł jest otwarty. Bycie uważnym to bycie gotowym do ciągłego uczenia się – szczególnie wychodzenia z przykrych konsekwencji błędnych decyzji.

Warto pamiętać o tym, że dobra decyzja życiowa to proces, a nie pojedyncze zdarzenie. Na jego przebieg składa się nasza postawa, wybór i zaangażowanie w kontynuację działania. Błędy możemy popełnić na każdym z tych etapów – niedostatecznie przygotowując się do dokonania wyboru, albo też nie angażując się wystarczająco w fazie wdrożenia. Czasem nawet trafna decyzja może więc nie przynieść spodziewanych efektów, gdy brakuje nam odporności i determinacji. A rezyliencja to moc transformacji złych decyzji i ich rezultatów w rozwój i siłę.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *